FINAŁ "PCM 2013 okiem uczestników" - Sławomir Stolarski , Damian Pakoca
Mistrzostwa Polski w Wędkarstwie Karpiowym- brzmi poważnie nieprawdaż? Sami nie dowierzaliśmy że tam będziemy, ale stało się – 4. września wyruszamy na Dębową. Pieczołowicie od przeszło tygodnia przygotowywaliśmy się do tego wyjazdu. Przegląd sprzętu, uzupełnienie braków, pokreślone kartki z zapisanymi notatkami, aby niczego nie pominąć. Kurcze, ile tego jest? Jak my się z tym wszystkim zabierzemy? Damian wpadł na pomysł : „ pożyczamy busa od Mateusza”. Jeden telefon i mamy auto do dyspozycji na cały czas trwania zawodów. Super!



Środa przed południem przyjeżdża po mnie Damian. Pakujemy mój sprzęt, jeszcze raz sprawdzam pobazgraną kartkę czy czegoś nie zapomniałem. Upchaliśmy cały majdan do Fiata Ducato, zostało nawet jeszcze trochę miejsca:) Zarówno mi jak i Damianowi humor dopisuje od rana. Z „bananami” na twarzy jedziemy na PCM! Coooomon!!! Na zbiornik mamy niewiele ponad pół godzinki- wiem,że niektórzy jechali kilkaset kilometrów!, mijamy tablice „Dębowa”, podążamy w stronę miejsca zbiórki- Baru Hula Gula. Przyjechaliśmy chyba jako jedni z ostatnich, parking wypełniony po brzegi, powiewają flagi kilku znanych firm i sklepów karpiowych, rzucają nam się w oczy znajome twarze z karpiowego środowiska. Czas na zapisy-podążamy do biura zawodów gdzie przywitał nas prezes PFWK. Dostaliśmy mapkę i kartę zawodnika. Krótka wymiana zdań i wracamy na rozpoczęcie.

Jak to na tego typu imprezach głos mają przedstawiciele samorządu oraz związku PZW. Po odśpiewaniu hymnu i wciągnięciu flagi Polski przystąpiliśmy do losowania stanowisk. Patrząc na mapkę z naniesionymi numerami i podziałem sektorów, odrzucaliśmy wylosowane wcześniej miejsca. Byliśmy ostatni w kolejce-został numer 27 w sektorze C. Patrzymy na siebie. Widzę że Damian nie bardzo zadowolony, tak jak ja wolał by miejsce z jakąś wysepką, trzcinowiskiem lub cyplem, ale nie poddajemy się i podążamy na nasze stanowisko, gdzie przez 5 dni będziemy próbować przechytrzyć karpie i amury. Na miejscu ukazał nam się gąszcz traw i trzcin z którymi musieliśmy się zmierzyć by rozstawić pody. Dobrze że mieliśmy ze sobą maczetę- zajęło nam to prawie godzinę, ale poradziliśmy sobie i przystąpiliśmy do rozpakowywania sprzętu.




Pody rozstawione, wędki uzbrojone, pora na sondowanie łowiska. Echosonda wskazywała od 4-6 metrów głębokości wody. Rodzaj dna byliśmy w stanie określić przy pomocy kamery podwodnej i stukadełka. Nie znaleźliśmy żadnej wyraźnej górki. Spady były bardzo delikatne i ciężko było cos znaleźć ciekawego. Postawiliśmy markery w 4 różne punkty. Chcieliśmy zlokalizować miejsca żerowania ryb. Przy brzegu kilkanaście metrów od nas postawiliśmy pierwszy zestaw, licząc na przepływającego przy brzegu karpia ( taktyka z Michalic:d), kolejne nieco dalej ku środkowi zbiornika z 30 i 50 metrów. Najdalej znaleźliśmy wypłycenie ok. 4 m. gdzie było kamieniste dno, na którym można było zauważyć muszle małż i racicznic. Było dosyć ciekawe, mieliśmy nadzieję, że przyniesie nam szczeście. Postawiliśmy tam zestaw z kulkami z przyponem 360⁰.




Kolejne miejscówki obsypywane były kukurydzą i kulkami. Przypony proste, z przynętą leżącą jak i unoszącą się lekko nad dnem. Gdy wywieźliśmy wszystkie zestawy i zanęciliśmy miejsca zabraliśmy się do rozbijania namiotu- i tu był problem... Musieliśmy go rozbić na górce pod kątem ok. 40 stopni, zdawaliśmy sobie sprawę, że mimo regulacji nóg w naszych łóżkach i tak będziemy się zsuwać- co później się ziściło. Mimo tych niedogodnych warunków, nie marudziliśmy a zabraliśmy się do umeblowania naszej rezydencji. Gdy było już wszystko gotowe- mogliśmy usiąść na fotelach i obserwować wodę.
Wieczór minął na rozmowach, marzeniach i planach- wyczekiwaliśmy brania .



Noc minęła spokojnie, mogę powiedzieć że się wyspaliśmy, nie było żadnego sygnału . Czyżby ryba nie żerowała? Otóż nie! O 8 rano mamy branie z markera oddalonego 30 m od brzegu. Piękny odjazd ryby wyciągającej linkę ze szpuli kołowrotka, kręcącej się tak szybko że aż miło. Damian przyciął, widziałem, że wędzisko wygięło się dosyć znacznie. Włączyłem kamerę by nagrać cały hol i podbieranie. Coś mamy! Ryba dosyć szybko podpływa do brzegu, widzimy że mamy do czynienia z karpiem i to nawet całkiem sporym. Pierwsza próba podebrania nie przyniosła skutku, udało się dopiero za drugim razem. Ryba ląduje na matę, odkażanie, zdjęcie i w worku do wody. Zadzwoniliśmy po sędziów z którymi zważyliśmy karpia- waga wskazała ponad 12 kg. Jest dobrze! Radość wielka i zaliczone punkty. Wywozimy zestaw ponownie, ale tego dnia nie doczekaliśmy się kolejnego brania.





Odwiedzają nas koledzy i nasze dziewczęta. Damian za złowionego karpia otrzymał od ukochanej ciasto z czekoladowym karpiem. Było pyszne! Tez się załapałem. Niestety nie zrobiłem zdjęcia, ale udało mi się go nakręcić. Damian tak łapczywie jadł że wyglądał …właśnie tak :)




Miło się rozmawiało, ekipa trzymała za nas kciuki. Tak sobie myśleliśmy… kurcze fajnie że mamy takie wsparcie, że życzą nam jak najlepiej. To naprawdę motywowało. Mieliśmy co chwilę telefony od znajomych z pytaniami-„ jak jest? Czy bierze? Co bierze?” Kolejny dzień mija, sygnalizatory milczą. Wypływamy z kamerą sprawdzić czy zanęta została wyjedzona. Na jednej miejscówce wyczyszczone do zera, na pozostałych nietknięte. Donęcamy i kładziemy 2 zestawy w miejsce gdzie zniknęła kukurydza z kulkami. Do wieczora cisza. Dostaliśmy kartkę z wynikami, spadliśmy na 3 miejsce. Sektor B łowi, a u nas cisza. Tak jakby nie było ryby. Nie poddajemy się! Mamy kolejne odwiedziny naszych panien. Pamiątkowa fotka.



Brakuje nam już zanęty w postaci kukurydzy i konopii. Gotujemy na miejscu cały garnek. Unoszą się przyjemne zapachy- ale czy przypadną do gustu rybom? To się okaże tej nocy.



Siedząc i obserwując wodę próbowaliśmy dostrzec oznaki żerowania ryb w naszym łowisku. Niestety żadnych spławów, mięliśmy je jedynie pierwszej nocy. Cóż może z rana coś będzie
się działo? Nastawiłem budzik na 4 rano. Wstanę i posłucham czy coś się spławia. Budzik obudził również Damiana. Jedno kliknięcie na klawisz drzemki- mija 5 minut i słyszymy pikniecia sygnalizatora i centralki. Cisza i kolejne piknięcia. Kurcze znowu na wędce Damiana, cholera dlaczego nie u mnie?:P Wybiegliśmy z namiotu i po kolejnych piknięciach zacięcie. Myśleliśmy, że to leszcz skubał kukurydzę, bo idzie do brzegu bez żadnego oporu. Jakie zdziwienie było gdy zobaczyliśmy sporego amura, który oślepiony blaskiem czołówek zawinął ogonem i pokazał prawdziwe swe oblicze. Parę minut walki, i mamy rybe w podbieraku. Mamy szczęście bo wypiął się w środku. Rybę wsadziliśmy do worka i poinformowaliśmy sędziego o złowieniu amura. Po tym wszystkim poszliśmy spać jeszcze na 2 godzinki. O poranku zjawiają się sędziowie, ważenie ryby i waga wskazuje 13,6kg! Życiówka Damiana, cieszymy się oboje. Parę zdjęć ze zdobyczą i ryba trafia bezpiecznie do wody. Kolejne punkty zaliczone.




Jest sobota rano, na pozostałych zestawach cisza, ryby nie ma w łowisku, zanęta nie wyjedzona. Została nam niecała doba do końca. W klasyfikacji jesteśmy na 3 miejscu, musimy coś nadgonić. Decydujemy, że 3 zestawy pójdą na miejsce skąd został wyciągnięty amur i karp. Tam przynajmniej cos się dzieje. Na zestawach wieszają się jedynie płotki i krąpie, musi ich być tam cała masa.



Kombinujemy z zestawami, zmieniamy przypony i zakładamy świeże przynęty. Czas ucieka, dochodzą nas słuchy, że łowione są pojedyncze ryby na stanowiskach w sektorze B. Tego dnia nie dostajemy karki z wynikami, nie mamy informacji jak wygląda klasyfikacja.



Kolejne odwiedziny znajomych- tym razem przyjechali członkowie Klubu Karpiowego Chlup z Krapkowic i nasi kompani na zasiadkach. Dzięki za doping!



Zapada zmrok, cisza- słychać jedynie koniki polne i bzyczenie komarów przygotowujemy się do spania i liczymy na brania w nocy. Niestety tej nocy również nic się nie działo. Sygnalizatory jakby zamarły. Trudno…, nie mięliśmy ryby w łowisku. Rano docierają do nas informacje, że kilka drużyn połowiło. Nie mamy dokładnych danych ale już wiemy że spadliśmy z klasyfikacji generalnej na niższa pozycję.



Dochodzi godzina 9 rano-koniec zawodów. Powoli zwijamy markery z łowiska, spokojnie bo mamy jeszcze 3 godziny do zebrania się wszystkich zawodników w miejsce zbiórki- przy barze Hula Gula ( jedzenie dostarczane na stanowiska było pyszne a porcje naprawdę duże). Spakowaliśmy cały sprzęt do busa, miejsce posprzątaliśmy i udaliśmy się na zakończenie. Zgodnie ze zwyczajem: przemówienia, podziękowania i nagrodzenie zwycięzców. Udało nam się uplasować na 4 pozycji w klasyfikacji generalnej, o mały włos od pudła. Ale i tak cieszymy się z tego że wygraliśmy sektor!



Dla nas był to pierwszy start w tak poważnej imprezie, mieliśmy zaszczyt w niej wystąpić i zmierzyć się z jednymi z najlepszych. Choć nie wszystko było idealnie ( turyści pływający pontonem, żaglówka pływająca miedzy markerami, motolotniarze, niedokoszone stanowiska, pływająca grupa gimnazjalistów przed wędkami kol. Walczaka, czy głośna impreza przy zbiorniku do późnych godzin nocnych w ostatnim dniu) to i tak uważamy, że impreza się udała i jesteśmy z niej zadowoleni. Dziękujemy wszystkim tym którzy na nas liczyli i dopingowali nasze zmagania. Pozdrawiamy Serdecznie

Sławomir Stolarski, Damian Pakoca

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

By formalnościom stało się za dość przedstawiamy wyniki końcowe MP.


Wyniki końcowe:


I miejsce - Łukasz Pawlik / Szczepan Pawlik - 49,315 kg
II miejsce - Jerzy Karaban / Mateusz Kornacki - 48,97 kg
III miejsce - Jerzy Ryncarz / Mirosław Hankus - 33,785kg

foto i klasyfikacja sektorowa dzięki uprzejmości portalu KARP MAX



Największa Ryba Zawodów
Szczepan Pawlik - karp 20,7 kg

Zwycięzcy sektorowi:

Sektor A Carpshop
I miejsce - Filip Wesołowski / Krzysztof Wesołowski
II miejsce - Tomasz Jurgawka / Agnieszka Jurgawka
III miejsce - Arkadiusz Zaremba / Andrzej Walczak

Sektor B Baitbox.pl
I miejsce - Marcin Glimos / Artur Romanek
II miejsce - Tomasz Klich / Piotr Arendarski
III miejsce - Wożniak Grzegorz / Wiesław Borowczyk

Sektor C Carpworld
I miejsce - Damian Pakoca / Sławomir Stolarski
II miejsce - Leszek Gambal / Ireneusz Magdziak
III miejsce - Krzysztof Mróz / Marcin Mrowiński

Łącznie złowiono 26 ryb o wadze 201,38 kg

Ze względu w wyjątkowo zaciętą rywalizację do ostatnich minut PFWK podjęła decyzję, że w następnym roku nie tylko zwycięzcy, ale też drużyny z drugiego i trzeciego miejsca dostaną prawo startu w MPwWK-PCM 2014.

GALERIA ZDJĘĆ ze strony PFWK ------KLIK


---------------------------------------

adm.




Szybki Kontakt
Reklama
Reklama