Życiówka na dwa razy - Grzegorz Kruszyna

Ostatnią tegoroczną zasiadkę zaplanowałem spędzić na Kormoranie. Planowałem spędzić na łowisku 3 doby ale w końcu zdecydowałem się na czterodniową zasiadkę. jeszcze jedną dobę.W sobotę 1 września po pracy wyruszyłem na moje praktycznie zakończenie sezonu karpiowego.O godzinie 18-stej jestem na miejscu. Szybko pompuję ponton i płynę szukać miejscówek zanim zrobi się ciemno. Większość miejsc gdzie łowiłem na wcześniejszych zasiadkach było zarośniętych więc trzeba było szukać czegoś nowego.



Tych miejsc które były blisko zielska nie nęciłem tylko na zestaw worek pva i trochę kulek i pelletu.



Jeden zestaw postawiłem całkiem na środku na otwartej wodzie i tam wysypałem 5 kg kukurydzy 1 kg kulek i 1 kg pelletu Adder Carp o smaku Hallibuta



Przez całą noc ani jednego Piii .Wstawałem kilka razy i nasłuchiwałem gdzie się karpie spławiają. Było kilka spławów praktycznie na całej wodzie. Zestawów rano nie zmieniałem.O godz.9,20 otworzyłem sobie browarka usiadłem przy wędkach i rozmyślałem co tu zmienić aby się udało coś złowić aż tu nagle pojedyncze pik za kilka sekund patrzę na szczytówkę i widzę jak zaczyna drgać i znów pojedyncze pik. Szybko odłożyłem piwko i zacięcie. Jest i to coś ładnego, ze środka w zanęconym. Kilka odjazdów i ryba wpływa w zielsko. Wskakuję na ponton i płynę. Udaje mi się wydostać rybę z zielska i po kilku próbach jest w podbieraku (w podbieraku na sztywnej ramie którego używam zawsze z pontonu, a drugi podbierak leży na pomoście). Jestem w lekkim szoku.To piękny amur. Płynę szczęśliwy do brzegu. Około dwóch metrów od pomostu amur zaczyna szaleć w podbieraku i rozrywa siatkę i wypływa przez 20 cm dziurę. Pociągam za żyłkę i czuję, że cały czas jest na haku. Szybko dopływam do pomostu zabieram drugi podbierak i za nim. Dwa podejścia i jest.Tym razem podbierak wytrzymał. Amur 15,100kg/107cm




Do wieczora nic. Nad ranem budzi mnie pisk sygnalizatora. Szybkie zacięcie i jest karp lecz przy samym podbieraku się wypina. Oceniam go na 12-14kg. Znów cały dzień nic i dopiero o 21:30 wyjmuję karpia 12,800



Około północy jest podobny 12kg.




Rano wyjmuję wigilijnego 2,20kg i w samo południe 9 kg



Została ostatnia doba zasiadki.



Wieczorem wywożę świeże kulki i kładę się spać.Godz. 23:30 branie i mam ładnego karpia 16 kg/94cm.



Zestawu już nie wywożę aby nie robić hałasu tylko rzuciłem przed siebie.Godzina 2:30 słyszę piiii. Wyskakuję z namiotu patrzę nie ma wędki , szybko zwijam inną wędkę i próbuję podhaczyć żyłkę mojej straconej wędki. Niestety nic. Idę do namiotu z myślą, że rano może się uda ją wyłowić. Po pół godzinie słyszę pik. Wychodzę, patrzę szczytówka się ugina i prostuje ale odjazdu nie ma. Zacinam i opór. Ani w jedną ani w drugą. Płynę i z daleka świecąc latarką widzę podniesiony marker h do góry z jakąś żyłką.Wyczuwam stronę w którą nalezy ciągnąć by wyjąć wędkę i po kilku minutach holuję rybę która narobiła tyle ambarasu. Po kilku minutach widzę dużego karpia przy pontonie. Zrobił około dziesięciu odjazdów i w końcu jest mój.Waga 21,80kg/99cm




Piękne zakończenie sezonu. Sezonu w którym kilkukrotnie przekroczyłem magiczne 20kg co napawa optymizmem na kolejne lata.

Pozdrawiam

Grzegorz Kruszyna
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama