Kraina zachodzących marzeń...
Gdy wielu z nas nowy sezon ma dopiero w planach, w kilku miejscach naszego pięknego kraju ekipy prawdziwych wojowników toczą swoją zimową batalię, gdzie muszą walczyć z wieloma przeciwnościami losu. Wybraliśmy się na małą zimową wycieczkę by spotkać się z dwójką twardzieli którym zima nie straszna.

Los pisze różne scenariusze – rozwój wędkarza powinien iść w parze z rozwojem jego umiejętności co jest równoznaczne ze zwiększonymi efektami jego zasiadek w postaci pięknych ryb na macie.
Zasiadka którą Dominik z Radkiem zaplanowali wraz z pojawieniem się pierwszych większych mrozów od początku przebiegała pod znakiem walki ze złudzeniami – bo taka zaczyna być pogoń za wspaniałymi wynikami na konińskich zimowych kanałach.



Kanały w zimowej scenerii. Pięknie zaszronione, parujące od potężnej różnicy temperatury wody w bilansie z powietrzem wywołują wspomnienia. Jest o czym posłuchać lecz to chyba już dawne dzieje.
Łowienie w tej mecce powoli przechodzi do historii. Temperatury wody na skutek nowoczesnych technologii chłodzenia reaktorów są coraz niższe i łatwo się domyśleć , że im dalej od zrzutów wody tym warunki do złowienia ryb które tak ukochały sobie jak najcieplejsze miejsca tym bardziej nasze szanse maleją.
Z tym można by się jeszcze pogodzić . Prawa natury w konfrontacji z działalnością człowieka , który jest również zobligowany do rozwoju jakoś da się wytłumaczyć i w zgodzie z nimi żyć, jednak………………..



Na grobli widok który w miejscowych i nie tylko karpiarzach wywołuje mdłości i potężną łowi skową frustrację. Bezradność urasta do rangi dramatu który znajdzie kiedyś swój finał w jakiejś tragedii.
Kłusownicy z którymi nie można nic zrobić. Trzebiący okoliczne wody z potężnych okazów karpi amurów i tołpyg na których nie ma żadnego lekarstwa.
Karani dziesiątkami mandatów karnych , spraw do sądów różnych instancji śmiejący się prosto w twarz wymiarowi sprawiedliwości.
Temat na osobną dyskusję której z uwagi na to , iż nie czuję się kompetentny jej podejmować dalej w monologu ze sobą prowadził nie będę.




Oszroniony podbierak , leżący smutno w trzcinowisku mówi wszystko. Od czterech dni cisza
Ekipa w doskonałych humorach i z wielką radością oddaje się łowiskowej kąpieli słonecznej.
Znani są ze swojego bardzo charyzmatycznego zachowania które wielokrotnie udowadniali na różnego rodzaju imprezach i co najważniejsze odnosząc równie spektakularne sukcesy.



Daję się porwać na mały rekonesans po łowisku. Przyznam szczerze , iż widok dość unikalny. Z jednej strony kominy z drugiej za plecami stukocące koła pociągu ale w końcu celem tego typu zasiadek są ryby i zawsze będę szanował ludzi który potrafią być na tyle zdeterminowani by umieś połączyć wszystkie za i przeciw w dążeniu do obranego przez siebie celu.





Oczy raduje widok wody która bynajmniej w mojej okolicy w 100% skuła się lodem gdzie nawet zamarzła pierwszy raz od dłuższego czasu rzeka płynąca przez miasto.
Sygnalizatory milczą – jednak i taki widok pozwala delektować się pięknem otaczającej nas wspaniałej oszronionej rzeczywistości. Wracają wspomnienia………………………..




Mają co opowiadać – jednak jak już wcześniej wspominałem z każdym rokiem coraz gorzej. Aż się serce kraje na samą myśl o wspaniałych rybach które skończyły gdzieś na patelni wcześniej upolowane za pomocą kotwicy którą można by było przycumować do brzegu małą łódź.
Mur który oddziela wędkarza uczciwego od raju dostępnego dla wybranych – z kotwicą w ręku………… Więcej słów tu nie potrzeba



Życie jest zbyt krótkie by toczyć wieczne wojny dlatego lepiej oddać się urokom naszego pięknego hobby. Gdy już nie zadziałają złote kulki o które nawet dziś na portalu stoczyliśmy jakąś wojnę pozostaje modlitwa która nawet w obliczu szansy na branie rzuci największych ateistów na kolana
(zdjęcie ateisty statysty :) )



Dookoła piękna zimowa sceneria – tylko ja wiem jak życzyłem chłopakom brania i ryby na macie. Może troszkę ogositycznie , bo nie wiem czy kiedyś powtórzę taką zasiadkę w zimowej scenerii, w której zabrakło tylko jednego by coś na drugim końcu zestawu zrzuciło ten szron ze swingerów.



Towarzystwo dopisało – Pasja znów połączyła grupę ludzi którzy również dzięki tej pasji się kiedys spotkali – czy można chcieć czegoś więcej ???




Nadchodzi noc – czas uciekać do domu. Wraz z naszym odjazdem zestawy „wyjeżdżają” z wody i tak popełnili przestępstwo przetrzymując je o godzinę za długo.
Jakoś ten czas nam zbyt szybko minął , może kiedyś będzie nam to wybaczone………………………..

Zwijają się drugiego dnia - wybierają się na przegląd miejsc w które niebawem zawitają. Po drodze kanały obnażają kolejne smutne prawdy. Poprzez kłusowanie w trudnych miejscach na nadwodnych chaszczach powstają sidła z żyłek w które czesto wpada okoliczne ptactwo.

Tym razem ta czapla miała szczęście.




Interwencja chłopaków i szybka reakcja Strażaków uratowała jej życie - oczywiście wszystko przez bezmyślność ludzi wyjętych spod prawa za którą wszyscy płacimy słoną cenę............




Dziękuję za zaproszenie w imieniu swoim i Rafała z pozdrowieniami dla Całej ekipy Patologic Carp Teamu w szczególności Kamili i Damiana z którymi również zamieniliśmy kilka słów na łowisku.

Daniel Kruszyna












Szybki Kontakt
Reklama
Reklama