Pierwsza zasiadka - Paweł Szewc
Po tak długiej i mroźnej zimie nie mogłem doczekać się tej pierwszej wiosennej zasiadki, którą planowałem już od dawna. Prawie pół roku nie byłem nad wodą, więc apetyt na łowienie karpi był ogromny. Wreszcie nadszedł wyczekiwany od dawna dzień rozpoczęcia zasiadki, więc w samochód i nad wodę. Jako łowisko wybrałem niewielką gliniankę, w której pływa kilka pięknych okazów. Jest to woda dość płytka z małą osłoniętą od wiatru zatoczką ze strony północnej i dlatego tam postanowiłem łowić. Bałem się tylko, aby przypadkiem miejsce z dostępem do zatoczki nie było zajęte, bo w przeciwnym razie nici z mojej strategii. Na szczęście miejsce było wolne, ale czasu niewiele by zdążyć rozłożyć wszystko przed zapadnięciem ciemności. Musiałem się sprężać. Wyposażony w zanęty, przynęty i inne dodatki zacząłem przygotowywać karpiową wyżerkę. Jako główną zanętę wybrałem pellet 15mm i drugi 8mm oraz kulki Pellet food z serii Marka Hallasa. Przygotowałem w sumie po 0,5kg zanęty na jeden zestaw. Wymieszałem dwa rodzaje pelletu z małą garstką pokruszonych kulek i taką samą ilością całych. Zanęta na dwa zestawy była taka sama z tą różnicą, że do jednej dolałem boostera o zapachu krewetka-ryba, a do drugiej magicznego owocu, co w szczególności zdziwiło mojego kompana wyprawy. Jednak wiem z doświadczenia, że takie kombinacje śmierdziuchów z owocami przynoszą świetne efekty, co sam nazywam Strategią Głupiego Jasia. Przygotowana zanęta dochodziła do siebie w wiaderkach i czekała na głodne karpie, a ja w tym czasie zabrałem się do przygotowywania zestawów i rozkładania reszty sprzętu. Jeden zestaw składał się ze sztywnego przyponu z przegubem, a drugi z miękkiej plecionki (supernova). Do łowienia wybrałem dwa miejsca dobrze mi znane z poprzednich lat. Jedno było przy wejściu w tą małą zatoczkę, na głębokości 1,8m ze żwirowym dnem i niewielkim spadem, a drugie w samej zatoce na piaszczystym wypłyceniu w okolicach brzegu i z głębokością 1,5m. Wreszcie zestawy przygotowane jeszcze tylko założyć kulki na włos i do wody. Na zestaw ze sztywniakiem zakładam bałwanka z kulek 16mm krab (tonąca) Addera i muszla (pływająca), który umieszczam w miejscu, gdzie jest 1,8m głębokości i nęcę tam punktowo zanętą z dodatkiem boostera krewetka-ryba. Na drugi zestaw z miękką plecionką zakładam kulkę 20mm firmy Adder Carp o aromacie ryby z najnowszej serii kulek, które ukażą się w sprzedaży od przyszłego roku. Zestaw ten umieszczam na 1,5metra głębokości w zatoce i nęcę też punktowo z zanętą polaną boosterem magicznym owocem. Oczywiście oba zestawy wywożę pontonem. Tuż po wywiezieniu drugiego zestawu, tego w zatokę, kiedy tylko zdążyłem dopłynąć do brzegu następuje pierwsze dość delikatne branie. Sam jestem zaskoczony, że tak szybko, ale to była miła niespodzianka i już po chwili czuję ten słodki ciężar na drugim końcu plecionki, którego tak bardzo mi brakowało. Karp dość łatwo daje się holować, dopiero przy brzegu trochę szaleje. W tym samym czasie mój kompan wyprawy Rafał rozwija podbierak, bo jeszcze nie zdążyliśmy wszystkiego rozłożyć jak się należy. Już po chwili pierwszy karp w tym sezonie ląduje na brzegu, choć nie jest to potwór, bo ma 5kg to i tak nieźle zaczyna się zasiadka. Jeszcze jakiś dziadek zza moich pleców na widok karpia komentuje, "ale wielkie bydle" i zaraz potem karpik wraca do wody. No cóż i trzeba znów w ponton i wywozić. Zakładam tą samą przynętę, czyli rybę i umieszczam zestaw w to samo miejsce. Teraz to już naprawdę trzeba się spieszyć, bo już robi się szaro, a jeszcze Rafał zestawów nie wywiózł no i namiot też nie rozbity. Jednak udało się wszystko rozłożyć przed zapadnięciem nocy i teraz pozostaje tylko czekać na kolejny odjazd. Wreszcie mogę spokojnie posiedzieć nad wodą i nasłuchiwać kolejnych spławów, których nie brakuje. Karpie spławiają się na całym zbiorniku, ale najwięcej głośnych chlupotów dochodzi z rejonów łowiska. Widać, że karpie są aktywne. Co jakiś czas odzywają się moje foxy, ale to tylko pojedyncze piśnięcia. Zmęczeni tym całym zamieszaniem idziemy spać i śnić o wielkich grubasach. Noc mija spokojnie bez oczekiwanych odjazdów, więc chociaż pospać można było dłużej. Ranek budzi nas piękną słoneczną pogodą aż przyjemnie jest wstać i nasłuchiwać śpiewających ptaszków oraz podglądać budzącą się do życia przyrodę. Po śniadanku i kawie sprawdzamy nasze zestawy. Wszystko w nienaruszonym stanie. Zmieniamy przynęty i przygotowuję zanętę w takim samym składzie i proporcjach jak wcześniej. Tym razem zakładam na jedną wędkę pellet Addera jako przynętę, a na drugą to samo, czyli kulkę 20mm fish. Wywożę zestawy i donęcam łowisko. Niestety cały dzień nic się nie dzieje tylko od czasu do czasu widać widowiskowe spławy. Temperatura wody w łowisku wynosi 14 stopni, więc woda już cieplutka. Pod sam wieczór na niebo nadciągają chmury, ale jest dość ciepło i jeszcze nie pada. Tuż przed nocą postanawiam wywieźć jeszcze raz zestawy, lekko donęcam pelletem i zmieniam przynęty. W zatokę ląduje kulka również z najnowszej serii Adder Carp 20mm. Na drugą wędkę zakładam także kulkę z nowej serii, bo przecież trzeba wszystko przetestować o aromacie orzecha 20mm. Wszystko gotowe przed nocą trzeba tylko czekać. Nadal słychać spławy i to coraz większych karpi z okolic łowiska, a my idziemy na nocną drzemkę. O godzinie 1.40 w nocy budzi nas delikatne branie z zatoki. Zacięcie i czuję duży opór. Gdy podciągam karpia pod brzeg robi gwałtowny odjazd na 30 metrów i dopiero teraz walka zaczyna się na dobre. Karp jest bardzo silny i daje poczuć się na rękach. Scenariusz jest podobny, co ja go podciągnę to on odjeżdża na jakieś 20metrów. Już wiem, że jest to jeden z większych mieszkańców tej wody, które regularnie są łowione przeze mnie i kolegów, tylko jeszcze nie wiem, który. Wreszcie w świetle latarki ukazuje się piękny lustrzeń dosłownie pod samym brzegiem i wreszcie jest mój. Rafał spogląda jeszcze na zegarek i informuje mnie, że hol trwał 16 minut. Kładę karpia na matę i oglądam go. Tak jak przypuszczałem jest to dobrze znany mi karp o imieniu Felek, ma charakterystyczne ułuszczenie. Wkładam karpia do worka i ważę. Tym razem waga pokazuje równe 14kg, a więc niezły początek sezonu. .Worek z karpiem ląduje w wodzie i będzie tam czekał do rana na sesje zdjęciową. Następnie wywożę zestaw w zatokę i ponownie zakładam na hak kulkę 20mm Addera. Ledwo położyłem się na łóżku, a tu drugie branie tym razem na kulkę orzechową. Krótki hol i niewielki karpik 4kg leży na macie. Buziaczek i z powrotem do wody. Zamieszanie jest niezłe, a o spaniu niema mowy znów trzeba wywozić. Zakładam tą samą kulkę i delikatnie donęcam pokruszonymi kulkami i pelletem. Patrzę na zegarek a tu już 3 w nocy. Słychać ciągle spławy, a ja już nie bardzo mogę spać. Pół godzinki później kolejne branie na orzecha, tym razem delikatne do brzegu i kolejny cyprinus ląduje na brzegu. Ten trochę większy od swojego poprzednika, bo waga wskazuje 5,5kg. Sytuacja się powtarza szybki buziak i do wody. Znów trzeba płynąć z zestawem, ale tym razem postanawiam donęcić samymi kulkami, aby nie ściągać tych mniejszych w łowisko. Trochę już zmęczony kładę się na łóżko i drzemię. Jednak nie dane było mi pospać tej nocy. O 5 rano o świcie budzi mnie ostry jazgot z kołowrotka. Szpula na najwyższych obrotach a ja lekko zacinam i czuję całkiem spory opór. Kilka metrów z kołowrotka ubywa żyłki, ale nic poza tym. Reszta walki toczy się już w pobliżu brzegu, gdzie karp chce wbić się w zeschnięte trzciny. Jednak nie udaje mu się to i po chwili jest już mój. Waga pokazuje prawie 7kg, a karp wraca niemal natychmiast do wody. Tym razem branie nastąpiło z zatoki na i jak się okazało na ten smak złowiłem największe sztuki tej zasiadki. Potem jeszcze raz wywożę zestawy z samego rana, ale do południa już nic się nie dzieje. Jeszcze sesja zdjęciowa czternastki i do wody. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkam z Felkiem. Po południu trzeba się zwijać i wracać do domu, ale za to z całkiem niezłym początkiem sezonu i z udaną zasiadką.


Pozdrawiam kolegę wyprawy Rafała, bez którego ta zasiadka w ogóle nie miałaby miejsca.


Paweł Szewc - Adder Carp Team (ARTYKUŁ SPONSOROWANY)

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama