RYBA Z ZAROŚLI - autor: Simon Crow
Każdego roku wielu karpiarzy staje przed koniecznością łowienia w miejscach o bogatej roślinności podwodnej. W lipcu i sierpniu, karpie uwielbiają wygrzewać się w promieniach słońca i buszować po polach podwodnych roślin w poszukiwaniu smacznych kąsków. W niektórych łowiskach, w których łowiłem, karpie spędzały wiele godzin pływając pod samą powierzchnią wody wystawiając ponad lustro płetwy grzbietowe, nic sobie nie robiąc z zestawów i markerów lądujących wokół nich. Podążały własną drogą żerując na ślimakach i innych żyjątkach które przywierały do łodyg roślin podwodnych. Z całą pewnością pomimo że roślinność podwodna sprawia wielu łowcom masę trudności, to mnóstwo ryb zostało straconych wyłącznie przez wybór złej taktyki łowienia w trudnych warunkach.

W jednym z bardzo rybnych łowisk, w którym łowiłem, Tilery Lake w East Yorkshire, całe dno pokrywa gęsty dywan roślin. W wielu miejscach występuje również gęsta roślinność zanurzona rozciągająca się od dna aż do samego lustra wody. Pamiętam jak ponad 7 godzin zajęło mi wyholowanie karpia o wadze ponad 13,6 kg. Musiałem wyrwać go z wielu warstw podwodnych chwastów. Najcięższe jest oczywiście łowienie na długich dystansach, ponieważ cały potencjał wędziska marnowany jest na kompensację rozciągającej się żyłki. Nie lubię chodzić po brzegu z wędką ustawioną równolegle do podłoża, ponieważ przy takim ustawieniu niemożliwe jest kontrolowanie siły wkładanej w hol tak precyzyjnie, jak podczas normalnego trzymania wędziska. Jeżeli wędzisko wygięte jest do granic wytrzymałości i nic nie wskazuje na szybkie zakończenie walki, jest to dla mnie znakiem do odłożenia wędki i chwili odpoczynku. Karp, który zaparkował w roślinach podwodnych, znalazł się tam tylko dlatego, że czuje się tam bezpiecznie. Doświadczenie podpowiada mi, że tylko za jego zgodą można go wyciągnąć z gęstwiny podwodnych roślin.


Zbyt prosto byłoby myśleć, że aby wyrwać karpia z gąszczu roślin, najlepszym sposobem jest po prostu mocno ciągnąć i czekać aż odpuści. Roślinność w łowisku Tilery, na przykład, jest tak gęsta, że karp może w niej po prostu utknąć. Porasta w niektórych miejscach całą przestrzeń wody od dna do lustra, i podczas wędkowania w pobliżu tych miejscówek, najlepszą metodą jest po zacięciu ryby kręcić korbką kołowrotka bez ustanku i pompować ile tylko sił. Jeżeli jednak ryba zdoła wkręcić się w zarośla, to może być już po zawodach. Próbowałem wielu metod aby nakłonić rybę do wyjścia z zawad, i myślę że najlepsze wyjście z takiej sytuacji to po prostu czekać i jeszcze raz czekać. Kołowrotki stwarzają pewien opór na żyłce i w związku z tym skłaniam się do wniosku, że karp zaplątany w zaroślach może rozpoznać po małych zmianach naprężenia żyłki, kiedy łowca trzyma wędzisko w ręku, a kiedy je odkłada. Hak może znajdować się wciąż w pysku ryby, ale uważam, że karpie nie przejmują się tym najbardziej. Tym co je najbardziej drażni to siłowy hol. W takiej sytuacji nie są w stanie płynąć tam gdzie chcą i przez to wpadają w panikę.

Któregoś razu zostawiłem rybę zaplątaną w wodorosty na około 3 godziny zanim starałem się ją poruszyć. Odpuszczałem rybie kiedy tylko zaczynała stawiać duży opór, odkładałem wędkę i robiłem przerwana filiżankę herbaty. Byłem szczęśliwy, gdy wyholowałem ponad 13 kilogramowego karpia z gęstych zarośli podwodnych.

Nie ma jednej recepty na wszystkie tego typu sytuacje, ale mogę uczciwie powiedzieć, że prezentowana metoda, przez wiele długich lat mojego karpiowania okazała się najbardziej skuteczna. Uważam, że w takich sytuacjach, z użyciem opisanej techniki, mam około 80% szans na wyholowanie zaplątanej w rośliny ryby. Czasami zdarza się, że karpie są tak miłe, że same pozbywają się haków kiedy tylko wejdą w rośliny, ale jeżeli mógłbym coś takich sytuacjach poradzić, to zawsze należy odczekać i być cierpliwym, zanim zaczniemy wyciągać rybę na siłę.


Jako ostatni dowód, na to że zawsze warto trochę poczekać mogę podać przykład innej ryby, którą złapał w mojej obecności jeden z wędkarzy na łowisku Tilery. Neil Harrison wędkował nieopodal mojego stanowiska. Kończył 24-ro godzinną zasiadkę z wynikiem 5-ciu złapanych ryb. Ja w swoim łowisku w ciągu 48 godzin złowiłem tylko 1 rybę. Przeniosłem się więc na jego miejsce w niecałe pół godziny po tym, jak Neil zakończył łowienie. Odczekałem około 10 minut zanim podszedłem do brzegu. Na odległość wędziska ode mnie stał w wodorostach około 9 kg karp pełnołuski. Kiedy mnie zobaczył, nie uciekł od razu, ale po około 15 minutach odpłyną spokojnie. Później dowiedziałem się, że godzinę przed końcem łowienia, Neil wypuścił złowionego karpia. Ryba ta po wypuszczeniu wbiła się w zarośla i tam została. To z całą pewnością była ta sama ryba i została w tym samym miejscu przez ponad 2 godziny.

Kevin Nash napisał wiele lat temu kilka pouczających artykułów o tym, w jaki sposób mocować obciążenie do zestawów, tak by skutecznie lądować ryby podczas łowienia w gęstej roślinności podwodnej. Moim zdaniem Kevin miał całkowitą słuszność, że z jakimkolwiek mocowaniem na żyłce, nieważne jak małym, nawet z krętlikiem w rozmiarze 10, zestaw podczas zwijania może zgromadzić masę zielska. Po pierwsze ciężarek może się zaklinować, po drugie może zostać pochwycony przez rośliny, innym razem zaś, gdy dopniecie do linki zbyt duże obciążenie, zostanie ona poddana tak wielkim naprężeniom, że tylko osoba bardzo cierpliwa, będzie miała jakąkolwiek szansę na szczęśliwy hol ryby.


Ciężarek montowany przelotowo, jest według mnie idealnym rozwiązaniem podczas łowienia w zarośniętym łowisku. W dzisiejszych czasach, w kręgach Zielonych (ekologów), wędkarze są karceni za obronę różnych metod wędkowania. Moim zdaniem najmądrzejszą rzeczą jaką możemy zrobić, to po prostu starać się, by nasze hobby było zawsze postrzegane w dobrym świetle. Wystarczy odwiedzić jakąkolwiek stronę internetową poświęconą karpiowaniu, żeby zrozumieć co mam na myśli, ponieważ rozpętała się prawdziwa burza, kiedy kilku znanych łowców karpi pisało o topieniu dużej ilości ciężarków podczas łowienia. Pomimo tego, że jest ogromna różnica między rozpuszczalnymi i nierozpuszczalnymi ciężarkami, ciągle uważam że najważniejsze jest to, aby każdy wędkarz starał się postępować w taki sposób, aby jak najmniej szkodzić środowisku naturalnemu. Właśnie dlatego staram się "gubić" w wodzie jak najmniej ciężarków.

Osobiście, zawsze i wszędzie, do łowienia w zarośniętej wodzie, preferuję ciężarki mocowane przelotowo. Obecnie do łowienia w łowiskach takich jak Motorway Pond, lub ekstremalnie zarośnięte łowisko Tirely Lake, zawsze używam ciężarka mocowanego przelotowo o wadze około140g. Jakkolwiek maja one tendencję do wplątywania się w rośliny, najgorsza jest moczarka kanadyjska, ciągle uważam, że ciężarki przelotowe są mniej podatne na zakleszczanie się w roślinach niż lead clip'y. Przez ostatnie dwa lata, wyholowałem z wody wszystkie z wyjątkiem jednego, karpie, które złapałem w zarośniętych łowiskach. Jeden lub dwa z nich, zaplątały się w wodorosty, ale moim zdaniem było to sprawką samych ryb, niż obciążenia. Ryby nurkowały w poszukiwaniu schronienia. Była to sytuacja całkiem inna od tej, kiedy ciężarek klinuje się w zaroślach, osobiście uważam, że nie miałbym żadnych szans na wyholowanie tych ryb przy użyciu innych zestawów.


Przez łatwą dostępność gotowych zestawów, kaset instruktażowych i różnych innych poradników, uważam że niektórzy z początkujących karpiarzy nie dostrzegają korzyści płynących ze stosowania prostych zestawów z obciążeniem montowanym przelotowo w łowiskach o gęstej roślinności. Przyczyną stosowania lead clip'ów jest chęć zabezpieczenia linki w pobliżu krętlika podczas "łowów na grubego zwierza" ale popularność tego rozwiązania sprawia, że wiele osób staje się "niewolnikami mody" a nie łowcami odnoszącymi sukces. W roku 2003, dwóch wędkarzy zmuszonych było do skorzystania z usług biura Carp-Talk. Kev Clifford zmuszony był do uwolnienia ryb uwięzionych w wodorostach na łowisku Motorway Pond. W obu przypadkach były to ryby o wadze ponad 9kg, które zostały uwięzione przez zerwane zestawy. Po prostu stało się tak, że ryby przeciążyły zestawy, clipy z obciążeniem uwolniły się z krętlików, podczas gdy ryba wpadła w panikę i okręcając się raz po raz w wodorosty, dopóty, dopóki nie mogły się już poruszyć. Znakomity Lockjaw Clip wyprodukowany przez Armaled, którego zadaniem jest utrzymywanie krętlika, został zaprojektowany właśnie aby zapobiegać tego typu zdarzeniom. Ciężarek bardzo łatwo może się z niego uwolnić. Pomimo wszystko, w przypadku kiedy wędkarz zdecyduje się łowić bardzo delikatnie, nawet ten system nie jest tak dobry jak zestaw z ciężarkiem montowanym przelotowo.

Wędkowanie pośród gęstej roślinności podwodnej, z wyłączonym wolnym biegiem kołowrotka, zestawem ciężkim i solidnym jak skała, sprawia że łowca może w pełni kontrolować sytuację na łowisku, i tylko bardzo odważny lub nieświadomy wędkarz może wybrać inny sposób łowienia. Wyobraźmy sobie co ciężarek zwisający z żyłki, lub klipsa, zrobi gdy zaplącze się w wodorosty ? Moim zdaniem wędkarz łowiący takim zestawem w podwodnych zaroślach sam się prosi o kłopoty. Pomyślmy co może się stać podczas holu. Wędkarz holuje rybę, która opiera się z całych sił. W zestawie z ciężarkiem na klipsie, ciężarek zostanie wyciągnięty z gumowej rurki i będzie zapierał w grubszą część klipsa. Będzie on zbierał wodorosty w dużo większym stopniu niż ciężarek montowany przelotowo. Jak już powiedziałem wcześniej, nawet ciężarki montowane przelotowo mogą zgarniać rośliny, ale dają wędkarzowi dużo większą szansę na wyholowanie ryby w trudnych warunkach.


Pomimo to, że safe clip'y mają możliwość uwalniania ciężarków, nie chciałbym żeby to się stało w sytuacji gdy w łowisku znajduje się dużo zaczepów i właśnie z tego powodu stosuję obciążenie montowane przelotowo. Nie wiem jak wy, ale ja chcę posiadać całkowitą kontrolę gdy łowię w mocno zarośniętym łowisku, odzyskując tak dużo żyłki jak się da i tak szybko jak się da. Wiem z rozmów z różnymi producentami ciężarków, że bardziej popularne od przelotowych są ciężarki typu Zipp i do dalekich rzutów, ale nie znaczy to, że nie ma dla nich miejsca w wyposażeniu każdego karpiarza. Nie muszą być najmodniejszymi (en vouge) elementami zestawu, ale pomijając modę, doskonale spełniają swoje zadanie. Robią nawet dużo więcej, jeżeli tylko łowca ma trochę cierpliwości dla ryb zaplątanych w podwodne chwasty.

Autor: Simon Crow
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama