Rodzinne zawody -Ivana Chrabok


Jestem wędkarką tylko od święta. Łowię dzięki swojemu mężowi i muszę powiedzieć, że tylko wtedy, gdy panują właściwe warunki atmosferyczne. Poczułam już karpia na wędce oraz napięcie podczas jego wyciągania. Przeważnie jednak tę odpowiedzialną część wędkowania odstępuję swojemu mężowi. Ja raczej przygotowuję poduszkę, podbierak, klinik oraz wiadro z wodą do polania karpia. Krótko - w większości tylko pomagam. Za wędkowanie zabrałam się dzięki swojemu mężowi i mogę powiedzieć, że jestem za takie hobby bardzo wdzięczna. Mieszkamy w mieście i w taki sposób często mamy okazję dostać się do przyrody. Mąż łowił już w wieku 6 lat. Ta pasja stała się dla niego także zawodem. Został dystrybutorem produktów trzech czeskich firm wędkarskich dla Polski. W tym roku wziął udział w kilku polskich wyścigach jako sponsor. Na przykład w .Polski puchar karpiowy, atd. Nawiązał współpracę m.in. także z właścicielami Pstrążnej, dokąd jeździliśmy już od 1999 r. Wiem, że niektórzy wędkarze określają to miejsce jako ogród zoologiczny, ale ja jeszcze nigdy podczas łowienia nie czułam tak fajnej rodzinej atmosfery jak tutaj. W tym roku w czerwcu właśnie tutaj, podczas przyjacielskiej rozmowy mój mąż, p.Bialeckou i Damianem wpadli na fajny pomysł. Zorganizować pierwsze rodzinne wyścigi wędkarskie. I bardzo szybko też byli w stanie ten pomysł zrealizować.
Wyścigi odbyły się 22- 23 lipca, wzięło w nich udział 11 rodzinnych albo partnerskich drużyn z Polski oraz z Czech. Chodziło o połów 24 godzinny. Po rozpoczęciu żony i dzieci dostały ważne zadanie - losowały stanowiska. Potem wszyscy udali się na swoje miejsca. Zaczęliśmy przygotowania jak na profesjonalnych wyścigach. Wszystkie dzieci bardzo dobrze pomagały a rodzice starali się zrobić wszystko dla sukcesu swojej drużyny. I każde dziecko na pewno chciało, żeby właśnie jego rodzina złowiła jak najwięcej ryb. Była sobota i do niedzieli miało się wszystko rozstrzygnąć.

Podczas weekendu było naprawdę upalnie i pani Bialecka przygotowała dla dzieci i żon niespodziankę w postaci popołudniowej przejażdżki konnej. To był prawdziwy sukces. W godzinach wieczornych odbył się wspólny grill, zorganizowany przez właścicieli Pstršżnej. Przy nim świetnie się bawiły i zaprzyjaźniły polskie i czeskie drużyny.

Bilans pierwszego dnia to karp 8,20 kg. Ta ryba została złowiona przez nas na stanowisku numer 8. Wyciągnięcie pierwszej ryby odbyło się w obecności wszystkich dzieci. Następną schwytaną rybą został karp o wadze 10 kg złowiony na stanowisku numer 7. Wieczorem na stanowisku nr 1 chwyciła ryba i wydawało się, że chodzi o dużą sztukę. Niestety po trudnej walce ryba wygrała i odpłynęła. Chwilę póżniej na stanowisku 2 następny kolega wyciągnął bez wielkiego wysiłku 14 kg karpia.

Wszystkie ryby zostały złowione po południu. Po godzinie 19-tej już nic nie złowiliśmy. Dlatego wszyscy przygotowaliśmy się do wspólego grilowania. Jak już powiedziałam, wieczór odbył się w bardzo przyjacielskiej atmosferze. Podczas grilowania trzy razy zadżwięczały sygnalizatory. Dwa razy biegliśmy od grila, raz nasi polscy przyjaciele na stanowisku numer 9. Niestety zanim zdążyliśmy przybiec, ryba odpłynęła a raz nam uciekła z wędki. W późnych godzinach rozeszliśmy się do namiotów i zmęczeni położyliśmy się spać.

O czwartej rano zadżwięczał sygnalizator. Przy wędkach częściej mąż jest jako pierwszy, ale tym razem ja szybciej sie obudziłam. Szybko rzuciliśmy się do wędek, nie chcieliśmy już stracić tej ryby. Była to szansa na wygranie wyścigów, więc łowiliśmy bardzo ostrożnie. Tym razem mieliśmy szczęście i wyciągliśmy karpia 8 kg. Rano się okazało, że nikt inny w nocy nie łowił. Niektórzy koledzy, głównie dzieci, już rano nam gratulowali zwycięstwa.

Naprawdę w końcu zdobyliśmy pierwsze miejsce a jednocześnie fajne nagrody. Bardzo dobre było to, że wszystkie dzieci też otrzymały piękne nagrody. Jednak uważam, że podczas tych wyścigów nie było ważne to, kto wygrał, chociaż sprawilo to nam radość. Ale najlepsze było miłe spotkanie oraz przyjacielska atmosfera wśród wszystkich uczestników.


REKLAMA
------------
I czym zwabiliśmy karpie na Pstrążnej? Świeżymi kulkami z miksów i aminokompleksów firmy Jet Fish. Jako jedyni chwytaliśmy 4 razy, niestety tylko dwa z nich zamieniliśmy w sukces. Więc chociaż nie jestem stuprocentowym wędkarzem, jednak uważam, że bardzo dobrze wybraliśmy karmienie i taktykę. Karmiliśmy tylko rano i wieczorem zawsze tylko jednym kilogramem GLM pellet z olejem łososiowym i ok. 40 sztuk boilie pokrojonych na ćwiartki. Ta taktyka była zupełnie inna od stosowanej przez innych wędkarzy. Ci wsypywali do wody dużo pokarmu bez względu na to, że ryba nie była głodna, czym ją z łowiska raczej wygnali niż przyciągnęli. Na pewno weźmiemy udział w tych wyścigach także w następnym roku. Wierzę, że z boilie od JetFish oraz odrobiną szczęścia znów nam się uda wygrać.

Pozdrawiam wsistkych. Ivana Chrabok
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama