Koniec wakacji - Jakub Dłubak
Zbliżał się koniec sierpnia i razem z bratem Piotrkiem postanowiliśmy wybrać się na ostatnią wakacyjną zasiadkę tego roku. Na miejsce wybraliśmy znaną nam miejscówkę od głębokiej strony naszego rodzimego zbiornika jest to trzynastohektarowa, zaporówka powstała przez zalanie dołów po piaskowych pobliską rzeczką Jaworznikiem. Miało to miejsce w pierwszej połowie lat 60-tych. Zbiornik początkowo obficie był zarybiany różnymi gatunkami ryb w tym karpiem i amurem. Największy złowiony tu amur miał 21 kg.






Niestety nie wiem ile miał największy karp, ale w ciągu ostatnich piętnastu lat udało się złowić wiele karpi powyżej 10kg. Obecnie też zdarzają się okazy w granicach dyszki, ale niestety rzadko. Wracając do samej naszej wyprawy niestety, ale nasze upatrzone miejsce było zajęte, trochę pokrzyżowało nam to plany. W końcu po dłuższym namyśle postanowiliśmy pójść na drugi ze zbiorników w naszej miejscowości, większy, bo prawie trzydziestohektarowy. Powstał w podobnym czasie, co pierwszy. Wybraliśmy miejsce, na które miałem już od dłuższego czasu chętkę, ale nie było jakoś okazji spróbować. Zanęciliśmy na odległości ok. 110 m. Ja proponowałem nęcić śmierdziuchami, ale Piotrek był zdania żeby jeszcze nie odchodzić od owocówek. W ramach kompromisu wybraliśmy mieszanki.






Nęciliśmy przez 2 dni kulami oraz ziarnami. W poniedziałek rozwinęliśmy się ok. godziny 17, był z nami kolega jeszcze nie dawno zatwardziały spinningista, którego udało mi się nakłonić do karpiarstwa i już w przyszłym roku będzie z nami chodził na zasiadki. Teraz był jedynie na dwie nocki spróbować się z jakimś drapieżnikiem, ale nie udało się. Około godziny 20 mieliśmy pierwsze branie, swinger delikatnie unosił się i opadał, po chwili Piotrek zaciął i wyciągnął amura 4,5kg, co nas zdziwiło, że branie było na kulkę, bo zazwyczaj na kule amury nam nie wchodziły. Przez całą noc nie było żadnego brania i dopiero o 8 rano kolejne branie znów u Piotrka. Wyciąga kolejnego amura tym razem 5 kg. W ciągu dnia pogoda była bardzo zmienna raz świeciło słońce raz lało jak z cebra. Wieczorem kolejne branie i 4kg po stronie brata. Noc jak poprzednia bez piknięcia.






Trzeciego dnia obudził mnie mój sygnalizator, wreszcie na bałwanka dostałem branie i w momencie, gdy zaciąłem lunęło, więc po wyciągnięciu od razu schowaliśmy się do namiotu, ale nie na długo, bo po 15 minutach kolejne branie. Brat wyciąga i szybko do namiotu. Po następnych 15 minutach kolejne branie i wtedy Piotrek stwierdził, że wypadałoby zarzucić i tak byliśmy już cali mokrzy, więc nie robiło nam to różnicy. Niestety to było ostatnie branie. Potem pogoda się poprawiła i cały dzień świeciło słońce. Postanowiliśmy zważyć nasze ryby: mój amur miał 6 kg, a Piotrka 5,5 oraz 3,5kg. Przez następne dwie doby nie było już żadnego brania i mogliśmy jedynie podziwiać widoki.






W piątek postanowiliśmy przenieść się na drugi zbiornik i już po godzinie byliśmy rozłożeni na upatrzonym miejscu. Jeszcze szybko wysondowanie miejsca i nęcenie, a potem już tylko czekanie. Wieczorem rozpaliliśmy ognisko i zaczęły się rozmowy typu: mógłby wziąć ten, co ostatnio go urwałem, albo ciekawe ile ma ten zeszłoroczny. Około godziny 24 poszliśmy spać. Rano obudził nas sygnalizator. Okazało się, że u Piotrka znów delikatne branie, zacięcie i po dość krótkim holu, w podbieraku ląduje 10 kg amur. Zostaliśmy jeszcze jedną noc, ale bez rezultatów. Ogólnie zasiadkę mogę ocenić jako udaną, pozostały nam już po niej tylko wspomnienia i fotki.

Po tej wyprawie udało nam się jeszcze raz we wrześniu wyrwać na krótki dwudniowy wypad w to samo miejsce. Mieliśmy wtedy tylko jedno branie, wyciągnąłem amura 4kg, ale tym razem już nie na kulki, a na kukurydze. Był to nasz ostatni wypad tego roku. Niestety trudno jest znaleść czas na dłuższe wędkowanie zaczęła się szkoła...


Jakub Dłubak
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama