Zagraniczne karpie - Cezary Ostrzycki
No i w końcu mnie dopadła chęć powędrowania za granicami kraju. Za namową kolegi Krzyśka wybraliśmy się na karpiowanie granicach naszych południowych sąsiadów. Wybaczcie ale nazwę wody zachowam dla siebie. Zapakowanym pod sam dach kombiakiem wystartowałem o 3 nad ranem. Chciałem jak najszybciej dojechać na miejsce spotkania. Niestety przygruntowe mgły skutecznie ograniczały prędkość. Wszystkie dziury w drodze boleśnie odczuwałem tylnym zawieszeniem. Nie ma co się dziwić bo zapakowałem zanęt do bólu: 18kg mieszanki ziaren, 8kg granulatu, 3kg kulek, 4kg sypkiej zanęty karpiowej. Do tego cała reszta majdanu spowodowała, że jadący z przeciwka pozdrawiali mnie dając po oczach długimi. Wreszcie po 3 godzinach dojechałem do Krzyśka. Wyjeżdżamy nad wodę. Po drodze zakupy w sklepie wędkarskim już za granicą RP. Zaopatrzenie bardzo dobre a ceny niższe niż w kraju. Nie wszystko dostępne od ręki ale można złożyć zamówienie według katalogu. Ceny atrakcyjne, można liczyć na jakieś upusty. W sklepie dokonujemy także opłaty za możliwość wędkowania. Właściciel sklepu to jednocześnie właściciel łowiska. Wypatrując rzeczy, które mi są potrzebne, pożądane i ewentualnie mogą się przydać patrzę z zazdrością na fotki złapanych karpi. Niezłe klocki wszystkie 10-16kg, amury co niektóre chyba ponad 20kg. Zaopatrzenie i opłaty zrobione więc nad wodę.

Dojeżdżamy i zaczynamy od rozłożenia namiotu i wstawienia ziaren w szybkowarach. Z namiotem zdążyliśmy w samą porę. Ledwo skończyliśmy mała 2 godzinna ulewa. Już od pierwszego rzutu oka na wodę miejsce trudne. Co prawda płytko bo w okolicach 1-1,5m głębokości. Wszędzie woda naszpikowana kołkami. Żeby kilkoma. Kołki w 3 rzędach oddalone od siebie o jakiś 1m. Na pociechę mamy wiatr w twarz i niewielką warstwę mułu na dnie. Ponieważ do dyspozycji mamy wiosłówkę stawiamy 2 bojki-tyczki ze świecącymi diodami w odległości od 60-80m od brzegu. Ugotowane ziarna dzielimy na 2 części. Dodajemy granulat, pellet i boostery: miód i magiczny owoc. Nęcimy 2 miejsca. Teraz czas na zestawy. Na tym łowisku można łowić na 3 kije, jednak ja decyduję się tylko na 2. Kije mamy mocne. Żyłki 0,35mm, przypony strzałowe z plecionki lub limpitu.


Obciążenie zamontowane na stałe i zablokowane. Żadnych przelotowych zestawów. Pod wieczór wiatr się uspakaja i widać jak ryby zaczynają się spławiać. Nasze bojki-tyczki co jakiś czas jakaś sztuka potrąca. Czekamy. Do wieczora nic się nie dzieje. Możemy sobie podziwiać widoki .

Pierwsze branie o godz. 03.20 w nocy. Zrywamy się na równe nogi. Karp zasuwa sprintem. Sygnalizator wyje, diody święcą. Dyskoteka. Po chwili potrzebnej do założenia butów zacięcie. Ciemność dookoła i tylko po szczytówce wiadomo w którym kierunku misiek zamierza uciekać. Trzeba kontrolować jego zapędy bo kołków pełno. Już prawie mu się udało za jednym zaparkować jednak wyszedł. Nie jest do duża bestia ale kilka kilogramów ma. Ryba do worka a my do ciepłych śpiworków. Karp walczył jakieś 10minut więc można wracać do snów o tych największych sztukach zbiornika. Już szarówka. Ledwo się kładziemy branie nr 2. Tym razem to nie przelewki. Na kiju cięższa sztuka. Od razu wiadomo - łatwo nie będzie. Siadamy do wiosłówki i płyniemy za rybą. Przewaliło się cielsko po powierzchni. Niezły wir na tafli wody. Na oko jakieś 13-15kg. Niestety trafił się jakiś cwaniak. Od razu po braniu pognał zygzakiem pomiędzy kołkami. I tyle go widzieli. Odczepiliśmy zestaw i wróciliśmy na brzeg.

Następnego dnia jeszcze 2 brania. Zdecydowane, beż żadnego ostrzeżenia. Żadnych przymiarek. Branie i jazda w kołki. Przy tym odniosłem wrażenie, że są to niezłe profesorki. Obciążenie zestawów mocowane na sztywno. Żadnych przelotów. Włosy krótkie, kulka przy samym kolanku i zero efektów. Tak jakby delikatnie łapały samą kulkę bez haka i uciekały z nią. 2 brania nie zacięte. Branie, odjazd, zacięcie i ryba w wodzie zostaje . No cóż. Na tym łowisku jest ich od groma. Jak ustaliliśmy jest to teren gdzie kiedyś znajdowało się pastwisko. Kołki to pozostałości słupków ogrodzenia. Przed zalaniem zdjęto tylko poprzeczki. Są też 2 czy 3 pnie po wyciętych drzewach. Najbezpieczniej wywozić zestawy przy zanęcaniu. Rzuty z brzegu to loteria. Trzeba naprawdę celnie i dobrze rzucać żeby zminimalizować straty zestawów. Holowanie to w 90% wypłynięcie wiosłówką po zacięciu.

NA MACIE??? Niestety tylko jedna sztuka. Średniak 7,8kg. ZERWANE??? 1 duża, 2 nie zacięte.

Rozłożyła nas pogoda. Słuchając radia dowiedzieliśmy się o niżu. Ba żeby to był jeden. Pies mu mordę lizał. Trafiliśmy w dni, kiedy niże szły jeden za drugim. Trzy . Wiało w naszą stronę i z tego się cieszyliśmy. Wybraliśmy brzeg nawietrzny pomimo kołków w wodzie.
Błędów w nęceniu raczej nie popełniliśmy. Po wysypaniu zanęty widzieliśmy ryby w łowisku. Brania tez były. Nie wiem czy karpie nie miały za specjalnej ochoty na jedzenie czy już przygotowywały się do tarła. Przed naszym przyjazdem pogoda była w miarę ustabilizowana, temperatura średnia i słonecznie. Woda płytka i ciepła więc mogły już przystępować do karpiowych godów. W zasadzie przetestowaliśmy wszystko co mieliśmy w naszych torbach. Przynęty firm: Adder Carp, Mossela, Top Secret, Rod Hutchinson, Richworth. Cała masa zapachów. I te uważane jako killery też i te inne. Kombinowaliśmy na wszystkie sposoby. Przynęty tonące, pływające, krytycznie zbalansowane, grzybki, bałwanki.

Koszt licencji to 600koron za 3 doby/osobę. Wychodzi w przeliczeniu na naszą walutę 80-90zł.
W cene wliczone jest korzystanie z łódki. Oczywiście na łowisku obowiązuje zakaz używania haków z zadziorem. Można zgiąc kombinerkami. Każdy karpiarz powinien posiadać płyn do dezynfekcji ran po haku, odpowiednich rozmiarów Podbierak i worek karpiowy. Oczywiście przed udaniem się na łowisko dokonaliśmy małych zakupów w sklepie właściciela łowiska. Naprawdę duży wybór przynęt, zanęt, drobnych akcesoriów, pva, bagaży, ciężarków. Wyroby światowych firm karpiowych karpiowych atrakcyjnych cenach. Nie podaje konkretów. konkretów każdym razie jest taniej niż w Polsce.


W sumie powie ktoś wyjazd nie był specjalnie udany. Pod względem złapanych ryb tak. Ale czy w karpiowanie chodzi tylko o ilość złapanych karpi ?. Ja do tego tak nie podchodzę. Pojechałem w ciekawe miejsce. Spotkałem się z przyjacielem. Miałem okazje powędrować nad ciekawą wodą w miłym towarzystwie. A że dostałem od ryb w dupę. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Następnym razem ja będę górą.

Czarek Ostrzycki
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama