Karpiowe jaja - B.Michalski
Wybieramy się na chyba już ostatnią zasiadkę w tym roku (2004r). Ponieważ planujemy ją troszkę z wyprzedzeniem, a nie jak to najczęściej bywało na ostatnią chwilę, po głowie chodzą różne pomysły i w jej środku lęgną się głupoty. Ale czy same głupoty ? Dla nie których pewnie tak by mogło się wydawać. No ale po kolei.

Kiedyś, a było to bardzo dawno temu, prawie tak dawno jak to się zwykło określać w bajkach, przeczytałem artykuł znanego dziennikarza i publicysty Jacka Jóźwiaka. Sam autor twierdzi, że z karpiowaniem niewiele ma wspólnego, ale jak już go koledzy wyrwali, to i emocje bywały. Kiedyś ponoć zaczął się nawet poważniej interesować karpiowaniem, ale inne techniki i ryby zwyciężyły. Jednak napisał parę felietonów, a w tym omawiający wyprawę karpiową z kolegami, w trakcie której jeden z uczestników zastosował niespotykaną przynętę. Było to dla mnie inspiracją, do dalszych rozważań. Wciąż nie dawało spokoju, jak na tą przynętę zareagują karpie na moich łowiskach. Tylko jakoś ciągle nie było okazji, by w końcu się o tym przekonać.

Nadeszła wreszcie ta wiekopomna chwila i stało się. Najpierw moje wariactwo zdradziłem żonie. Nie powiem, nie zganiła, ale pokręciła kółeczka na czole, twierdząc, że to też kuliście wygląda, ale coś takiego nie przywidziałoby się jej nawet w najbardziej niesamowitych snach. Jednak widać żonka musi mnie jeszcze kochać, bo której z naszych kobiet bez tych najszlachetniejszych z uczuć, chciałoby się ganiać od sklepu do sklepu, od super do mega, by w którymś tam z kolejnych jakiś hiper znaleźć te wspaniałości. Przytachała to do domu i głośno wyraziła swe wśtpliwości - czy ja całkiem zwariowałam jak ten mój mąż, żeby uganiać się za jajami.

Dwie duże zgrzewki kurzych jaj i dwie jakiś maciupcich spiczastych leżały teraz na stole w kuchni i czekały na ugotowanie. Najpierw słychać było brzęk garnków i w końcu jeden z nich, przypominający raczej wojskowy kocioł, stanął z wodą i kopą jaj na gazie. Za chwilę mniejszy i 36 embrionalnych przepiórczych stadiów życia, już też było traktowanych ogniem w wodzie. Oprócz tego w osobnym garze gotowała się torba kukurydzy. Kukurydza jako pierwsza wylądowała z gara na płócienną ściereczkę, a właściwie płachtę. Po niej, najpierw pod zimną wodą, a potem na stole znalazły się wszelkiej maści i urody jaja. A trzeba przyznać, że przepiórcze są pięknie ubarwione. Mają pełno kropek i plamek od jasnego brązu do pełnej czerni z odcieniami zieleni włącznie. Wyglądały jak małe kamyczki, więc na żwirowym dnie powinny się prezentować wspaniale.

Zachwycony dokonaniami, postanowiłem zabrać się do prób i nawlekania jaj na zestawy. Tak po prawdzie myślałem, że pójdzie mi to znacznie gorzej, ale już pierwsze doświadczenia pokazały, iż skorupki łatwo dajš się przekuć, ale są za to delikatne i trzeba uważać, by ich nie pognieść. W końcu próby zakończyłem, jaja spakowałem ponownie do zgrzewek i schowałem do lodówki.
Byłem gotów do eksperymentów nad wodą.

Wyjeżdżając z Warszawy, obaj z Karolem mieliśmy miny nie tęgie. Pogoda nie rozpieszczała. Siąpił mały, ale przenikliwy kapuśniaczek na przemian z niemal tak drobnym jak mgła opadem. W końcu na ostatnim odcinku lekko buksując kołami, dotarliśmy nad wodę. Wszędzie mokro, ale chwilowo przestało padać. Rozkładamy graty. Fotele a jakże też rozstawiamy, mając nadzieję, że nie zmoczy ich wiszący nad nami jak miecz Sofoklesa deszcz.

Pierwszy zestaw ustawiłem tradycyjny nic nie wskazujący na moje ostatnie odchyłki od normy. Zanęciłem i zasiadłem w fotelu. Zacząłem wyjmować zgrzewki z torby. Karol w pierwszej chwili myślał, że mam zamiar się posilić, choć ilość jaj go przerażała. Ale oczy wyszły mu na wierzch, gdy obrane jaja zacząłem układać w misce po zanęcie. Kompletnie zdezorientowany, począł mi się uważnie przyglądać, czy aby nic mi nie jest. Wyglądał tak jakby badał wzrokowo pacjenta z Tworek. Przyglądał się wodząc głową i oczyma, to na obierane jaja, to na odkładane do miski i w milczeniu, co chwilę odwracał się i ostro hamował, by nie parsknąć śmiechem.

W końcu z niezaspokojoną ciekawością zapytał badawczo - co z tym masz zamiar zrobić, z tymi jajami ?
Ale ja tylko tajemniczo, cicho dałem zdawkowe - posiekam.
Teraz już nie dał rady wstrzymać śmiechu i parsknął przez palce dłoni zasłaniającej twarz. Zaczął się domyślać, że szykuję zanętę, ale pomysł wydał mu się co najmniej po stokroć bardziej zwariowany, jak całe to nasze karpiowe szaleństwo. Jeszcze bardziej na wszystko patrzył podejrzliwie, jak na dziwactwo z marsa, gdy co któreś jajko lądowało zamiast w misce w mojej buzi. Zapytał - sprawdzasz świeżość towaru ? Odrzekłem rozbawiony - nie, po prostu zgłodniałem.

Zabawa trwała dalej, czasem przerywana drobnymi piśnięciami sygnalizatorów. Jakoś słabo brały. Duże przynęty były zaczepiane przez karpiową lub karasiową drobnicę. Największe karpiki, które udało się zaciąć, nie miały więcej jak 2kg. To całkowicie nie napawało optymizmem. Ale mimo wszystko postanowiłem sprawdzić tą wydumaną nowość. Jajka zostały posiekane, ale na dość grube kawałki. Dodałem obficie kukurydzy, ugotowanej na twardo i przystąpiłem do uzbrajania zestawu.

Igłą przekłułem przepiórcze jajko i przewlokłem włos. Przy czym przekłuwałem je od strony spiczastej, tak by właśnie ta strona znalazła się od strony haczyka. Założyłem stoper i przystąpiłem do najbardziej delikatnej operacji całego przedsięwzięcia. Postanowiłem w środkowej części jajeczka zdjąć skorupkę, tak by pozostała ona tylko na szczycie, niczym zamarznięte czapy lodu na biegunach naszej planety. Karol tylko patrzył na te działania z nieukrywanymi wątpliwościami.

Gdy wszystko było gotowe wywiozłem zestaw wraz z zanętą na łowisko. Na początku była cisza i mój kompan raczej dobrze się bawił tym, co robię, całkowicie niedowierzając w skuteczność jajowej przynęty. Ale po jakiś 15 minutach zapiszczał zdecydowanie buzzer i zaciąłem pierwszego amatora mojej potrawy. Siedzący wygodnie w fotelu do tej pory Karol, tylko z lekka podśmiewając się, teraz zerwał się i z całkowitym zaskoczeniem w oczach wykrzyknął - ale jaja, karp wziął na jaja ! I choć karp był mały, przekonał mojego kompana wyprawy, że z jaj nie zawsze bywają tylko jaja.

Potem karpie brały z taką zawziętością, że mózg w miejscu staje z wrażenia. Gdy tylko wywiozłem zestaw, musiałem dobrze dokładać wiosłami w drodze powrotnej. Karol w tym czasie od razu naprężał zestaw i gdy nie zdążyłem wrócić, zacinał kolejnego amatora jaj. Szkoda tylko że trafiliśmy na młodzież, której nie zawsze mieściły się jaja w pyszczkach. Wielkość pysków i potrawy nie były gwarancją pozytywnego efektu wciągnięcia całości do pyska. Nie pomogły tu żadne sztuczki ze zmianą haczyków, czy zestawów. Po prostu młodzież pchała dużą przynętę nosem i nie sposób było zaciąć. Duże egzemplarze takie z ryjkiem jak lej gdzieś się pochowały. Ale już wiemy jak atrakcyjna to przynęta z tych jaj.


Większość brań była pusta, a ja wykończony od gimnastyki (zakładania jaj, wywożenia, ściągania zestawu), więc wypuszczaniem ryb zajął się Karol. I niech ktoś teraz mi powie, że karpiowanie to wędkarstwo dla leniwych. Przy spinningu na pewno bym się tak nie napocił. Jednym zdaniem - przez te przepiórcze jaja spociły mi się ... - no nie ważne, grunt iż jaja okazały się strzałem w dziesiątkę. A wszystko zaczęło się od >>>tego artykułu>>>>.


Szkoda tylko, że ta zasiadka obfitowała w same małe karpiki. No wprawdzie Karol złowił jednego karpia 7 kg, ale to był ten jeden rodzynek wśród ogólnie panujących maluszków. Jednak pogoda nie była łaskawa i należy brać to pod uwagę. Postanowienie o dalszych próbach z jajami w nowym 2005 roku jest stanowcze i będzie dalej realizowane. Mam nadzieję, że z lepszymi wymiarowo wynikami. Aż strach pomyśleć, co to będzie, gdy zaczną nam siadać z taką częstotliwością misiaczki - prosiaczki. W nocy zabraknie saków i trzeba będzie zabierać silne lampy, by robić foty od razu w ciemnościach.


Wielu na pewno spojrzy na to sceptycznie, ale weście pod uwagę, że kulki proteinowe zawierają sporą ilość białka, w tym właśnie jajecznego. No co, zabiłem wam klina ? Jest o czym myśleć w zimowe wieczory ? No to do wiosny, do zobaczenia nad wodą.

Wędkoholik
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama